Pasja w moim życiu jak mogą widzieć ją inni? | Zdrowie Dla Niej

Pasja w moim życiu jak mogą widzieć ją inni?

Pasja? Szczerość? Miłość do ludzi? Chęć zrobienia czegoś dobrego? Obdarowania czymś wyjątkowym?……

Kogo widzę?  bardzo wrażliwego człowieka, który obdarowuje obcych sobie ludzi  tym co ma a czego inni jego zdaniem potrzebują: swoim sercem, radością pozytywnym nastawieniem, miłością wykazując się przy tym ogromną odwagą w ich okazywaniu. Odwagą tak –  tak to nazwałam.

zapytasz czemu odwagą?

Dziś by pokazywać swoje uczucia trzeba być odważnym a więc to określenie jest tu jak najbardziej na miejscu. Pokazywanie uczuć odczytywane jest jako wyjątkowa słabość a nawet głupota. Oczywiście w oczach jednych ludzi jest tą pierwszą a w oczach tych kolejnych tą drugą. Dla tych co to nie jedno w swym życiu przeżyli i ochoczo przez kolejne przechodzić będą –  stanowi  odwagę dużego kalibru.

Popatrzmy

Dla jednych facet jest najbardziej nowoczesnym księdzem jakich niewielu. Jest przewodnikiem, który rozumie, że jedynie dzięki szczeremu pokazywaniu uczuć zbliży się do swoich wiernych. Bo jedynie szczerość w dzisiejszym zakłamanym kościele może zmienić jego sztywny, zimny i zamknięty wizerunek.

Dla innych jest zakręconym wariatem, który nie wie co wypada w kościele a co zupełnie niedopuszczanym zachowaniem się staje w momencie przekroczenia granic wyuczonej i sztucznie stworzonej  przyzwoitości.

Dla jednych będzie bohaterem przerywającym zmowę milczenia i sztuczności

Dla innych zdrajcą powagi i świętych ograniczeń

Dla jednych świeżym powiewem i nadzieją na zmianę

Dla innych zagrożeniem przed zepsuciem świata zewnętrznego

Dla jednych drogą i światłem  i nadzieją

Dla innych zagrożeniem i napiętnowaniem  obnażeniem ich lenistwa.

Dla jednych czystą empatią i miłością

Dla innych chęcią wyróżnienia się i umniejszenia pozostałych księży, którym taki sposób dotarcia do ludzi obcy, niezrozumiały i groźny

Dla pracodawców nową siłą i magnesem przyciągającym wiernych

Dla innych obcym przekraczającym zasiedziałe terytorium zmęczonych, znudzonych i wypalonych

I tak można długo opisywać tych, którzy za i tych, którzy przeciw. Mamy demokrację więc każda z opinii jest jak najbardziej dobra bo cudza i wpływu na nią nie mamy i mieć nie możemy. Ale mamy wpływ na siebie i swoje odczucia – umiemy patrzeć i czasem widzieć, umiemy słuchać i czasem usłyszeć, umiemy odczuwać i czasem czuć…. umiemy rozmyślać i czasem myśleć intensywnie. Dlatego dziś ja oglądając ten krótki i jakże bogaty film widzę Boską energię, Boską siłę, która w tym jednym niedoskonałym człowieku  wyrwała się na zewnątrz wprost z jego środka. Widzę tam człowieka z osobowością wulkaniczną – tak nazywam ludzi,  których serca nie mieszczą się w klatce piersiowej i muszą się dzielić, by być pomnożone i wciąż żywe. Widzę człowieka, w którego oczach już nie ukryte a wyciągnięte na zewnątrz emocje rozpryskują dookoła niszcząc wszelkie bariery ograniczeń i zasad kościelnych. To właśnie te emocje sprawiają, że obecni klaszczą, śpiewają i przytupują mimo, że dotychczas niedopuszczalnym było tak żywe tryskanie emocjami w miejscu uduchowionej pokory. Jego  piosenka tak naturalna, tak zwykła wśród psalmów i wzniosłej muzyki niczym była tylko a serca polała innością, szczerością, zwykłością i prawdą. Jego głos na co dzień w świętych utworach zamknięty w nowe otwarte i zwykłe nuty ubrał się jak w najbardziej wyjątkowe odświętne ubranie i tak odziany pochłonięty został przez wszystkich tych, którzy prawdy szukali. Widzę pozytywnie  nakręconego gościa, który w nosie ma co powiedzą jego koledzy po fachu, bo dla niego ważne jest czy to co robi daje moc, otwiera drzwi, napełnia radością, budzi wiarę i nadzieje, przynosi szczęście. Widzę zwykłość, emocje, wielką miłość do ludzi, ogromną pasję, chęć niesienia pomocy i radości i widzę zwykłego człowieka, który odważył się, by to wszystko wyciągnąć na zewnątrz mimo, że wybór był trudny. Albo podobać się bliskim sercu ludziom albo zostać znienawidzonym prze zazdrosnych o serce współpracowników. Decyzja trudna ale jakże właściwa.

Zapytasz a jak to się ma do tematu ?

Otóż jeśli masz  pasje i chcesz żyć zgodnie z nią, jeśli masz osobowość wulkaniczną a twoje serce musi być na zewnątrz bo nie mieści się w piersi, jeśli chcesz dawać miłość, pomagać, działać na własnym wysokim poziomie  a jesteś wśród świata – to masz problem. Zostajesz poddany głębokiej analizie i błyskawicznej ocenie i skutecznemu unieszkodliwianiu.

Otoczenie robi wszystko byś z obłoków niebieskich spadł na ziemię z hukiem i koniecznie zbił sobie tyłek tak byś nie za wcześnie zaczął się podnosić. Nie za wcześnie a najlepiej wcale. Osoba z pasją jest podejrzana – bo przecież nikt dziś nie jest dobry z natury, nie jest dobry bez ukrytego celu, nie jest dobry za darmo i na pewno ma jakiś niecny plan, by zdeklasować otoczenie, napiętnować je lub obnażyć lenistwo, słabości. Cóż na próżno użyjesz wszelkich argumentów, by wytłumaczyć otoczeniu, że twoje serce nie mieści się w tobie, że musisz  bo inaczej się udusisz, że masz misję do wykonania, wszystkie te argumenty stają się niczym w zderzeniu z oskarżeniem o nienaturalne i podejrzane dobro. W świecie ważna jest linijka nie można przekraczać jej ani w górę ani w dół bez konsekwencji. By być dobrym koniecznym jest jednak przekroczenie tej linii i robienie czegoś więcej niż proponuje świat ale to staje się automatycznie dziwne i dla otoczenia groźne.  Balansując na środku jesteś neutralny nie wychylasz się i nie narażasz, jeśli zejdziesz w dól stajesz się zły i bezużyteczny. I tu pojawia się dziwna prawidłowość  łatwiej uwierzyć że człowiek zabił człowieka niż uwierzyć w to że człowiek drugiemu okazał serce i pomógł bezinteresownie.

Zapytasz to dziwne – Czemu łatwiej nam uwierzyć z złe niż dobre?

A może dla tego, że przyzwyczailiśmy się do zła bo świat jest zły a jeśli czasem bywał dobry to po coś. Może dla tego, że jesteśmy bombardowani złem zewsząd, może łatwiej nam zaakceptować zło bo ono nie wymaga byśmy byli lepsi,  dlatego że akceptacja tego zła nie wymaga od nas zmian i łechce próżność bo w końcu sami nie jesteśmy tacy najgorsi, a może dlatego że brak nam wiary. A może dlatego że wiara w czyjeś dobro zmienić może  nasze nastawienie, wymagać może więcej działań, otwierać drzwi za którymi tylko schody, narażać na śmieszność naiwność i głupotę. Może mierzymy działania innych swoją własną miarą. Może wiemy lepiej, widzimy lepiej i zawsze mamy racje. A może…. i tak do granic samego dobra i samego zła tysiące powodów.

Zapytasz czy wobec tego warto okazywać dobro i narażać się światu ?

Wydaje się, że dziś ludziom potrzebne są jedynie pieniądze a cała reszta przyjdzie dzięki ich umiejętnemu wykorzystaniu. Nic bardziej mylnego. W dobie komputerów, telefonów komórkowych….. człowiek coraz bardziej łaknie ciepła drugiego człowieka, rzeczywistego nie wirtualnego dotyku, rzeczywistego nie wirtualnego uśmiechu. Rzeczywistego i szczerego ciepła nie przetworzonego przez komputer czy łącza telefoniczne, nie zafałszowanego przez koligacje stanowiska, rywalizację i sztuczność w firmowym realu. Warto, warto jak owy ksiądz i odważny człowiek czasem narazić się na śmieszność przeciwnikom, stać się obiektem podstępów dla zazdrosnych współpracowników i mimo to pomagać i robić wszystko dla dobra tych, którzy na to ciepło na ten uśmiech i na to dobro czekają z ogromną nadzieją. Warto mimo wszystko dzielić się swoim sercem, które wyłazi z ciebie i być dziwadłem i człowiekiem z poprzedniej epoki. Pasja to dar i tym dziwniejszy bo rzadki i nad czym ubolewam może być również kruchy. Jeśli masz pasję i trafisz tam gdzie się ją pielęgnuje lub tylko pozwala jej żyć to twoja pasja będzie niezwyciężona ale jeśli trafisz w miejsce gdzie zapotrzebowanie na nią ogromne ale otoczenie nieprzychylne to albo walczyć będziesz i wygrasz dla potrzebujących albo się poddasz i potrzebujący z niczym pozostaną. A nieprzychylni? Im pasja do niczego nie potrzebna. A potrzebujący  Ech – jakoś to będzie. Czyli jak? – Byle jak. Czy przestanę bo tak wymaga świat – Nie nie przestanę wbrew światu.

 

 

Dodaj komentarz