Niech jej śmierć nie pójdzie na marne- zróbmy wszystko ” Żeby cieszyć się życiem” List do Ani Przybylskiej

„Teraz rozumiem, co to znaczy naprawdę cieszyć się każdą chwilą. Doceniam każdą minutę. (…) Przesterowałam swoją głowę na pozytywne myślenie. Żeby cieszyć się życiem. (…) Najbardziej chciałabym wyjść z tej sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i móc funkcjonować tak, jak funkcjonowałam do tej pory. Jeszcze trochę pożyć. Bardzo głęboko wierzę, że mi się to uda. (…) Niczym nie do zastąpienia jest czas spędzony z przyjaciółmi i rodziną przy dobrym obiedzie

Anna Przybylskaz10070470AA,Anna-Przybylska-

Pani Aniu

Nie ma słów, nie ma pieśni, którymi oddać można to straszne poczucie niesprawiedliwości, gdy trzeba zmierzyć się ze śmiercią, przedwczesną, ze śmiercią poprzedzoną ciężką chorobą i koniecznością walki o każdy oddech. Nie ma słów ni pieśni żałobnych, które mogłyby opisać uczucia bliskich i dalekich, przyjaciół i rodziny, nie ma i nigdy nie będzie poety, kompozytora, który tak realnie odda żywy dramat, piekący ból i żarzące się łzy, by stały się przestrogą, prośbą czy nakreśleniem jednej z dróg wyjścia.

Ostatni Pani wywiad był jednak wyczynem godnym najlepszego z najlepszych piewców, poetów, pisarzy czy mówców. Proste, szczere słowa a tak wiele mówiące o celu człowieka nie tylko tego, który żyje z przeświadczeniem rychłej śmierci ale również człowieka, który żywiąc nadzieję wyzdrowienia niczym nie różni się od zdrowego i pełnego życia, a który doświadczył czegoś, czego nie doświadczył jeszcze nikt inny i chce się tym podzielić dla ich dobra.

„Teraz rozumiem, co to znaczy naprawdę cieszyć się każdą chwilą

Wszyscy Pani Aniu powinniśmy to rozumieć. A nie zawsze tak jest. Dla czego nie rozumiemy?

– bo nie mamy czasu, by się nad tym zastanowić,

– bo nie mamy wystarczającej ilości bodźców,

–  bo nigdy nie byliśmy na krańcu drogi,

– bo uważamy, że jesteśmy niezniszczalni,

– bo mamy nadzieję że nieszczęścia to obok proszę bardzo ale nie u nas i w naszym bliskim otoczeniu nigdy,

– bo nie doceniamy tego co mamy,

– bo nie sądzimy że…..  itd

Cieszyć się każdą chwilą – nie jest prosto – potrzeba do tego powodu, chęci i motywacji. I jeśli chęci i motywacja do radości z chwil dnia każdego są naturalne i zależne od nas samych, to powody mogą być bardzo różne nie koniecznie od nas zależne i nie koniecznie pozytywne – więc nie czekajmy na powody do radości z każdej chwili – chciejmy i motywujmy się, by tę radość naturalnie budzić każdego ranka bez względu na pogodę , czy kolejność  budzących się nóg. Nie czekajmy chwili by powiedzieć teraz już wiem, bo ta chwila może być zbyt późną. Czy można cieszyć się każdą chwilą? można.

„Doceniam każdą minutę”

Z tym Pani Aniu na co dzień  mamy jeszcze większy problem- docenić znaczy poznać wartość – a jak to zazwyczaj bywa – poznajemy dopiero wówczas, kiedy utracić nam przyszło albo utrata gdzieś migoce na horyzoncie.

 

„Przesterowałam swoją głowę na pozytywne myślenie. Żeby cieszyć się życiem

Pozytywne myślenie mimo wszystko – bliższe nam czarnowidzwo i bardziej naturalne. Przykład? – proszę bardzo-Idziemy ulicą spotykamy ludzi. Na kogo zwrócimy baczniejszą uwagę siłą jednocześnie powstrzymując się od ściśle określonego ruchu przy naszej skroni jasno stwierdzającego fakt niepoczytalności. Czy na zalęknionego smutasa?który opowiada napotkanym o tym co boli i jakie to życie jest niesprawiedliwe, szarego ludzika z opuszczoną głową i schowanymi oczami – czy też na człowieka, który uśmiecha się do wszystkich, mówi o swoim szczęściu, patrzy na kwiaty, przygląda się niebu, strzela wzrokiem na prawo i lewo, podśpiewuje czy bagatelizuje zło w swoim życiu szczerze stwierdzając, że dziękuje za to co ma?

Myślę, że realniejsze dla odbiorcy i bardziej „normalne” prawdopodobne jest zachowanie smutasa, pozytywne nastawienie jest dla nas dziwne i nierealne, zagadkowe, podszyte podstępem a nawet głupie.

„Najbardziej chciałabym wyjść z tej sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i móc funkcjonować tak, jak funkcjonowałam do tej pory. Jeszcze trochę pożyć”

Najbardziej powinniśmy chcieć żyć, najbardziej powinniśmy zrozumieć fakt, że nie jesteśmy maszynami, nie wszystkie części w naszym organizmie podlegają gwarancji lub wymianie, nie dostaliśmy zdrowia na zawsze. Choć dostaliśmy go w prezencie musimy o niego dbać. Doceńmy to co jest tak naturalne, choć nie jesteśmy na co dzień w stanie dostrzec tysiąca elementów składających się na każdy oddech, tysiąca elementów wpływających na złuszczanie naskórka i tysiąca elementów, które muszą współgrać tylko po to, by możliwym było pójście do łazienki. Tak naturalne tak mechaniczne, że niezauważalne więc automatycznie niedoceniane. A co gdyby jeden z elementów mechanicznego łazienkowania zawiódł i nie było możliwości normalnej i naturalnej czynności? – jeden element wielkiej układanki – ten niedoceniany. Chciejmy żyć- chciejmy znaczy dajmy z siebie wszystko, by zadbać o wszystkie części naszego ekskluzywnego auta, o swój wyjątkowy i bardzo skomplikowany  i bardzo mądry organizm.

„Bardzo głęboko wierzę, że mi się to uda”

Jeśli tylko uwierzę, że mogę być zdrowa to zrobię wszystko, by taką być – Jeśli przestanę wierzyć – najpierw umrze chcenie, później wszelka motywacja a na końcu wszelkie działanie a to już tylko prowadzi tam, gdzie nie chcemy zbyt wcześnie zamieszkać. Podobno nadzieja umiera ostatnia ale najważniejsze jest to, że żyła, pobudzała do działania i dzięki niej zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy – wszystko i jeszcze więcej by żyć.

„Niczym nie do zastąpienia jest czas spędzony z przyjaciółmi i rodziną przy dobrym obiedzie”

To dla mnie bardzo ważne zdanie. Chyba nawet najważniejsze. To co działo się przed diagnozą to istny maraton, kolejnych bzdurnych wytłumaczeń tego, że muszę ciężko pracować. Że muszę zarabiać, by utrzymać rodzinę co oczywiście ściśle wiązało się z brakiem „dobrego obiadu”. Dziś z perspektywy czasu patrzę na to inaczej, z perspektywy czasu i oczywiście z perspektywy choroby widzę ważność chwil spędzanych razem w gronie rodziny przy „dobrym obiedzie” Widzę i DOCENIAM. Mało tego zupełnie nie rozumiem jak mogłam pozwolić na zgubienie tego co w życiu najważniejsze – ważności bycia razem, wspierania się i dawania sobie czasu. Nawet zdrowy człowiek wychodząc z domu nie ma gwarancji że do niego wróci – dlatego ten czas z bliskimi, dla bliskich jest tak ważny i to dla obu stron. Jeśli jest w pełni wykorzystany optymalnie wykorzystany to nie ma wyrzutów sumienia a poczucie spełnienia i szczęścia daje satysfakcje i radość w każdej chwili.

NIE WIEM DLACZEGO ŚWIAT SKONSTRUOWANY JEST TAK, BY JEŚLI SIĘ UCZYĆ, TO NAJLEPIEJ NA WŁASNYCH BŁĘDACH- Cudze błędy nie bolą. A zapamiętuje się i wyciąga wnioski jedynie z tych, które boleśnie przypiekły tyłek i to nie zawsze- czasem i te umiejętnie wytłumaczyć umiemy.

Pani Aniu rozłożyłam na czynniki Pani ostatnią wypowiedz i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że niemal w całości prowadzi do jednego – CELEBROWANIA ŻYCIA, ZDROWIA I RODZINY. Z całą pewnością zbieżna jest z wnioskami  zapewne większości osób, które zderzyły się ze strachem o własne życie, z chorobą i wizją śmierci. Nie wszystkim nam jednak przyszło cieszyć się szansą na naprawienie niedociągnięć,  niewiedzy czy zapędzenia. Pani nie dano tej szansy. Ale pozostanie po Pani pamięć, dorobek życia zawodowego i to co najważniejsze dzieci. Pozostanie też to czym zechciała się Pani podzielić  tuż przed śmiercią- słowa ze szczerego serca, mapa zmian i postanowień, droga do poprawek, informacja dla zapędzonych, ostrzeżenie dla niedowiarków…..

Wiem, że nie wszyscy zrozumieją, nie wszyscy doczytają ten wpis do końca, nie wszyscy zastanowią się nad znaczeniem słów tu zawartych, nie wszyscy uwierzą ale wiem również że znajdą się osoby, które dzięki Pani słowom zastanowią się nad priorytetami i własnym życiem i jego kruchością i cennością.

Nie czekajmy na chorobę zróbmy szczęście i zdrowie już dziś bo tylko takie ulepione zawczasu ochroni i przetrwa.

Niech Pani  śmierć nie pójdzie na marne- zróbmy wszystko ” Żeby cieszyć się życiem”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz