Krok siódmy ze zdrowiem dla niej – debety w naszej codzienności – prawda o sobie.

Czemu taki temat? czemu taki krok? czemu właśnie teraz? Każdy moment jest dobry, by zacząć zaudebet-dla-start-upówważać to co niezauważalne, odszukiwać to co zakopane głęboko, odnajdywać to co zagubione, dostrzegać to co schowane przed ciekawym wzrokiem. Proste a ile trudności sprawia każdemu z nas w chwili, gdy dojdziemy do wniosku, że przez większość swojego życia chowaliśmy, zakopywaliśmy, odsuwaliśmy, uciekaliśmy,  odganialiśmy prawdę o sobie. Z różnych przyczyn kierując się potrzebami rynku, potrzebami finansowymi, strachem, wymaganiami świata, rodziny, znajomych, pracodawców. Jesteśmy gatunkiem wyuczalnym choć zagonionym, więc nie było trudne, by dognać nas do narożnika ringu, gdzie jakbyś się nie odwrócił dostajesz prosto w nos. W rogu ringu dopiero dowiadujesz się że ty  to nie ty. Jak to się stało jakim cudem pozwoliłeś sobie na taką pułapkę. Krok za krokiem, szkolenie za szkoleniem, doświadczenie za doświadczeniem, nagroda za nagrodą, kara za karą, brak za brakiem, kasa za kasą… i nie ma ciebie.  Jakby móc wrócić do dzieciństwa i przeanalizować siebie, cały swój proces zabijania siebie w sobie dla celów zewnętrznychcelów świata to może mógłbyś to zmienić, odwrócić. Tylko będąc w narożniku musiałbyś zrozumieć gdzie tkwi problem, zechcieć go rozwiązać i co ważne pozbyć się debetu.

Zapytasz: jaki debet o co chodzi ?

„W bankowości debetem nazywa się ujemne saldo na rachunku bankowym, które powstaje na skutek wypłacenia z tego rachunku więcej środków niż na nim było lub możliwość wypłaty większej ilości środków niż znajduje się na koncie (odnawialna pożyczka w rachunku). Najczęściej występuje wtedy w zwrocie „przyznano debet”. Funkcjonuje podobnie do opcji kredytu. Po wykorzystaniu debetu, na koncie występuje stan ujemny, od którego na ogół naliczane są odsetki.”

Żyjemy na notorycznym debecie, nie chodzi o finanse ale o to, że nie mamy elementarnej i prawdziwej wiedzy o sobie. Wciąż i wciąż biorąc ponad miarę z własnego życia i dostosowując się do tego czego potrzebuje od nas dzisiejsze bytowanie gubimy prawdziwych siebie zamieniając się na siebie „oczekiwanych”.  Skutecznie przebranżowiliśmy się w posłuszne roboty, którym ani rdza ani brak oleju ani brak paliwa i na koniec wysypisko nie potrzebnych już śmieci – nie straszne.  Wmówiono nam nieśmiertelność, skręcono przebiegi i co najgorsze zaprogramowano do realizowania celów innych ludzi dla ich własnych korzyści. Wymazano nam potrzebę poznana siebie jako część niebezpieczną dla nas samych i nie przydatną dla innych. Jeśli znasz siebie, znasz swoje potrzeby te prawdziwe nie wyuczone, nabyte wiesz w czym jesteś dobry, w czym najlepszy jakie masz niedociągnięcia, bo masz prawo je mieć, znasz swoją wartość twój debet nie istnieje. Ale taki bez debetu  nie tylko bankowi –  nie jesteś potrzebny. Popatrzmy – jako dzieci byliśmy ze sobą szczerzy, szczerzy byliśmy z naszymi rodzicami. Wiedzieliśmy co lubimy, czego nie lubimy co nam się podoba o co przyprawia o mdłości, wiedzieliśmy kiedy płakać, kiedy się śmiać,  kiedy umiemy wierszyk, kiedy jesteśmy w trakcie jego nauki – wszystko to robiliśmy niemal automatycznie i do bólu szczerze. Później jednak coś się zmieniło, zaczęliśmy myśleć, robić i być takimi jakimi świat nakazuje i czego personalnie od nas oczekuje. Jedni mniej drudzy więcej, jedni bardziej buntowniczo drudzy zupełnie poddańczo ale większość poddało się procesowi narzuconych odgórnie zmian i cudzych zasad. Nasza szczerość wobec siebie została wypchnięta poza ramy najbliższe naszemu ciału. A więc zgubiliśmy siebie z oczu i straciliśmy z zasięgu ręki ani więc wypatrzeć ani dotknąć, by przyciągnąć z powrotem.

Ilu z nas zna wartość wiedzy o sobie? ilu z nas wie, że bez tej wiedzy nie ma szczerej kreatywności i szczerej  i skutecznej motywacji wewnętrznej. I owszem motywacja postaci różne przybiera i atakuje czy chcesz, czy też nie, czasem własna choć zewnętrzna, czasem cudza i narzucona, ale jest i owszem. Ale jakże wielka różnica między nimi. Twoja własna zbudowana na twoich mocnych stronach, na twoich dążeniach, marzeniach planach, poparta twoimi własnymi sukcesami, budującymi twoją własną kieszeń. Zewnętrzna jest labilna, rozchwiana, wymaga dozowania, wzmacniania i przypominania. Ilu z nas wie, że możemy wiele zbudować ale najmocniejsze budowle powstają na świadomości dobrych ale i słabych naszych stron. To nie ich ładunek jest tu tą siłą podstawową a świadomość i przekonanie o tym jakie są i  że w ogóle są. Te silne są motywacją samą w sobie, te słabe staną się motywacją jeśli ich potencjał przekujemy w siłę z przekonania, że wiele można zmienić, wiele się można nauczyć. Nawet jeśli słabe strony są zbyt słabe do walki, to są ludzie obok, którzy w tej dziedzinie pomóc mogą i z takiej pomocy korzystać należy ucząc się przy tym ile tylko się da. Uwierzmy w to że:  Wiedza o nas jest naszą siłą, bronią i tarczą.

Dlaczego więc wybieramy życie na kredyt – nie swoim życiem, nie samym sobą? czyż nie dlatego, że takowe życie produkuje posłuszne roboty, zagonione jestestwa, wypalone przez ciągłe poszukiwania osobowości, które nie szczere nie mają szans na osiągnięcie własnych celów, bezmyślne maszyny najlepsze do manipulacji, bezgłośne stworzenia zastraszone utratą pracy? za cenę braku pełnej odpowiedzialności i złudnego bezpieczeństwa –   Ale czy to do końca jest jedynie winą świata?  na pewno ogromną jego winą ale czy to po części jest również nasz wybór? – po części tak. Raz – płyniemy z falą, bo skoro wszyscy tak to i ja nie będę się wyróżniał, poza tym większość nie może się mylić.  Dwa – przepełnieni strachem, sparaliżowani odpowiedzialnością nie stawiamy na siebie, bo wówczas odpowiedzialność naszą  stać się musi. A jako, że nie uczono nas w praktyce ni kreatywności, ni budowania własnej wartości, ni odwagi w podejmowaniu decyzji a wręcz odwrotnie wpajano zagrożenia i udowadniano słabe strony, to nic innego nie przyjdzie nam do głowy. Stawiamy  na bezpieczne czyli neutralne – a to także świat ochoczo połyka a my zostajemy z debetem, który rośnie a który mógłby zniknąć dzięki naszym własnym talentom, możliwościom, pracowitości, chęciom i odwadze.

Jeśli jesteś po 40 to jesteś dokładnie przetrzewiony przez świat, wyuczony, ustawiony w szeregu, wyregulowany od wewnątrz i na zewnątrz i cykasz jak szwajcarski zegarek z siłą i mocą zgodną z nakręceniem. W tym wieku powinieneś znać siebie jak nikt inny, wykorzystywać tę wiedzę dla siebie z ogromnym rozsmakowaniem. Poparty bogatym doświadczeniem jakie zdołałeś zebrać przez te lata życia powinieneś budować swój własny świat na swoich zasadach i cykać tak jak ci w duszy gra. My po 40 nie mamy czasu na zastanawianie się –  czy?, my musimy wiedzieć na pewno – kiedy zrealizujemy swoje zamierzenia?. Mamy wszystko,  by odkopać wiedzę o sobie, mamy narzędzia, by tę wiedzę zamienić w czyn i nie mamy czasu na marnowanie cennych chwil. Jest jeden warunek musimy znać siebie .

Kolejny debet – kredyt odnawialny zaciągnięty u własnego organizmu. Dziwne prawda – ale jakie prawdziwe. Większość z nas dźwiga go od lat bez świadomości jego istnienia. Nasz organizm nie bank i o spłatę  nie upomina się ponagleniem czy komornikiem. Upomina się w inny sposób najpierw do boju wysyła zmęczenie, strzykanie, ból, później, stany zapalne, później pojawia się  choroba a na horyzoncie ustawia widmo zakończenia całego procesu. Zazwyczaj pierwsze symptomy bagatelizujemy, kolejne nas otrzeźwią i na chwil kilka staniemy do pionu po czym ponownie wracamy do starych przyzwyczajeń i oczywiście ponownie pracujemy na debet. I tak w kółko do wyczerpania sił i  kolejnych szans. Gdyby tak nas organizm miał prawo wysyłać nieinwazyjnego komornika i zajmować część czasu na przymusowy odpoczynek byłoby łatwiej. Ale niestety takiego rozwiązania nie przewidziano. Liczyć więc musimy na własną intuicję i świadomość siebie.

Łącząc te dwa debety mamy jeden ogromny, na który pracujemy niemal całe życie i musimy mieć jedną wielką świadomość spłacania rat z odsetkami. Nie ma innej możliwości. Mimo, iż pęd zapędza nas ponad siły i mimo, że świat zagarnia nas na własnych warunkach to nagromadzone długi nie znikną same – nigdy. Trzeba je będzie spłacić niezrealizowaniem pragnień i marzeń, niewykorzystaniem własnego potencjału, notorycznym niedowartościowaniem, upodleniem, umniejszeniem, poddaństwem……ciągłym brakiem,niedosytem, osłabieniem chorobą a nawet śmiercią. Ktoś może powiedzieć śmierć pisana wszystkim i owszem ale ważne jest czy na własnych warunkach i z pełną odpowiedzialnością, czy na cudzych warunkach i  bez niej. Ogromna różnica a życie jedno  i to zbyt krótkie, by zagubić siebie w sobie  i to dla cudzych korzyści.

Zapytasz: czemu to jest takie ważne?

Z perspektywy doświadczenia, które przyszło mi wypracować przez moje życie – dziś śmiało mogę powiedzieć, że spłacam swój debet z podniesioną głową i dumą w sercu. Mój narożnik i kilka ciosów w nos był punktem zwrotnym, w którym obiecałam sobie nie przyjmować kolejnych ciosów za cenę samodzielności w działaniu i ciężaru odpowiedzialności, od której umykałam przez większość życia wybierając pracę dla innych. Był również przełomowym w odbudowaniu tego co najważniejsze – rodziny, zdrowia, marzeń, planów… i wszystkiego tego na co brakowało czasu w życiu na debecie. Dziś jestem najszczęśliwszą dłużniczką regularnie spłacającą swoje zobowiązania wobec siebie i swojego zdrowia, wkrótce zapomnę o długu i jestem pewna, iż w momencie kiedy przyjdzie czas, by zakończyć definitywnie życie tu na ziemi – nie będę żałować niczego, bo wszystko co było dla mnie szczęściem było w zasięgu moich możliwości zgodnych z umiejętnościami, które udało mi się odnaleźć w sobie.  Czego i wam życzę

 

 

 

Dodaj komentarz