Kolejna szansa na życie? Jak kruche jest to czego nie doceniamy? | Zdrowie Dla Niej

Kolejna szansa na życie? Jak kruche jest to czego nie doceniamy?

enjoying_life-300x199Tir, bus, Ja i cysterna – nierówne szanse na starcie i zagadkowa ochrona na mecie. Poniedziałek 6 rano-przygotowania, pośpiech, pakowanie, auto, droga, praca, moi pacjenci, powrót do domu….. Tak to miał wyglądać kolejny dzień z życia zwykłej kobiety. Niestety tego andrzejkowego poniedziałku niezawodny dotychczas plan uległ drastycznej i nagłej zmianie. Z pozoru łatwa trasa okazała się być dość niebezpieczna i nieprzewidywalna. Pokonując na co dzień 60 km odcinek przyzwyczaiłam się do wszechobecnych ciężarówek i tirów, do dość szybkiej trasy i niebezpiecznych zakrętów i górek. Tego dnia  było inaczej. W bagażniku laptop, makaron na choinki, kartony w głowie tysiące planów i nowych rozwiązań dotyczących dekoracji świątecznych, deszcz, sznur aut, most a za nim cysterna. I tu kończy się normalna kolej rzeczy. Samochody przede mną z jakiegoś powodu stanęły jak by ktoś rzucił na nie czar. Przed moimi oczami  srebrem malował się ogromny pojazd z czerwonym znaczkiem – łatwopalne. Stanęłam daleko z szacunku do wielkości i zawartości owego pojazdu i z respektu jaki pielęgnuje w sobie od zawsze co do ważnych odległości między kolejnymi pojazdami. Kiedy usłyszałam dziwny pisk zerknęłam w lusterko wsteczne i serce zamarło we mnie ze strachu i bezradności. Za mną toczyła się walka z prędkością i śliską nawierzchnią, walka dla mnie bardzo ważna bo niosąca życie lub śmierć. W lusterku widziałam busa a za nim kontury ogromnego tira. Pomyślałam ucieknę ale jak – z prawej strony barierki i zbocze wału, z lewej morze świateł należących to tych którzy w przeciwnym kierunku wspinali się pod górkę. Gdzie? Nie ma gdzie.  Usłyszałam uderzenie a w chwilę później usłyszałam i poczułam kolejne tym razem dotyczące bezpośrednio mnie. Kiedy ogromna siła pchała mnie wprost w ramiona stojącej przede mną cysterny moja noga nadludzkimi siłami wciskała w podłogę hamulec, ręce zaparły się na kierownicy a w głowie słyszałam nie wykrzyczany krzyk. Mój Boże. Widziałam tylko zbliżające się srebrne objęcia cysterny po czym usłyszałam kolejny huk. Samochód podskoczył do góry opadł i stanął w miejscu. Zamarłam – nie mogłam zrobić najmniejszego ruchu bo bałam się że poczuje ból. Nie chciałam go czuć. Ktoś otworzył drzwi zapytał jak się czuję i czy potrzebna jest karetka. Nie chciałam karetki bo to tak jakbym przyznała się do jakiejś słabości a przecież jestem silna kobitka. Kiedy ten człowiek otworzył drzwi spojrzałam w dół – na podłodze leżał różaniec. Podniosłam go automatycznie. Zastanowiłam się skąd na moich kolanach różaniec – przypomniałam sobie, że na początku mojej pracy dostałam poświęcony różaniec od pacjentki tak dla ochrony i położyłam go na półce nad kierownicą.  Nie pamiętam dokładnie co było dalej ale wiem, że dzwoniłam do domu po jakimś czasie pojawiła się karetka.  W karetce przemiły ratownik dwoił się i troił by zmienić moje odczuwanie na mniej kolczaste i dowieźć mnie do szpitala w postaci stałej a nie ciekłej – co oczywiście trudnym było. W tym samym czasie moja rodzina wyrwana ze snu przebijała się przez kilkukilometrowy korek. 3 km przed miejscem wypadku mój syn wysiadł z auta i biegł w deszczu poboczem drogi by dotrzeć do mnie. Jak pojawił się na na miejscu mnie już nie było. Na miejscu zastał jedynie zniszczone auto.

Wokół słyszałam „ma Pani ogromne szczęście, ma Pani prywatnego anioła, jakaś opatrzność nad Panią czuwa… to się mogło skończyć tragicznie….” i owszem jestem świadoma i byłam świadoma cały czas jak niewiele brakowało by przejść na drugą stronę.

Zapytasz wierzysz w tę dziwną niezbadaną siłę która cię ochroniła?

Wiem, że jest jakaś siła, która sprawia, że przypadki i wypadki losowe nie mają wpływu na długość wcześniej gdzieś zapisanego dla nas życia. Wiem również, bo czuję, że gdyby nie czyjaś ingerencja wszystko potoczyło by się inaczej, jestem pewna, że to jeszcze nie mój czas bo mam jeszcze wiele do zrobienia i wiem, że ta moc ochraniająca mnie jest tego świadoma.  Jak coś złego dzieje się w moim życiu czy w życiu moich bliskich zawsze mówię: ” nie martw się ja tam w niebie mam układy a mój przyjaciel siedzący po prawicy Ojca jest zawsze przy mnie, więc krzywdy nam zrobić nie da”. To może być dziwne ale jestem przekonana, że moja wiara jest taką duchową, niewidoczną ochroną a mój przyjaciel jest przy mnie każdego dnia.  Jestem przekonana, że jak zrobię wszystko co zaplanowałam taki czas nadejdzie ale dopiero wtedy jak wypełnię to co do mnie należy. to nie jest jeszcze ten moment.

Zapytasz co z tym różańcem- czy to miało jakieś znaczenie?

Jak wróciłam ze szpitala do domu dowiedziałam się, że tego samego dnia o tej samej godzinie umarła moja pacjentka, od której dostałam owy różaniec. Czy ma to jakieś znaczenie? Nie wiem ale chcę wierzyć że tak jak mój tata gdzieś tam chroni mnie i osłania tak i ona i jej prezent dany od serca mógł być częścią tej niewidzialnej ochrony.

Co było by gdyby -skończyło się inaczej?

Nie napisałabym o  tym co jest tak bardzo ważne i o czym nie pamiętałam na co dzień.  Nikt z nas nie jest pewien gdy wychodzi  z domu, że do niego wrócić będzie mu dane. W związku z tym każdy dzień celebrować należy ze wszystkich sił, załatwiać niezałatwione sprawy, układać te które w nieładzie pozostawione, pamiętać o tym, by mówić tym których kochamy że – kochamy ….

Kiedyś wyrzucałam sobie, że nie powiedziałam swojemu tacie jak bardzo go kocham, byłam zbuntowaną dziewczyną i bardzo skrytą osobą, nie potrafiłam mówić o uczuciach, nie byłam tego nauczona. Po śmierci taty żałowałam, że nie mogę zbudzić go choć na chwilę przytulić go i wykrzyczeć  jak bardzo mi go brakuje i jak bardzo go kocham.  Dziś gdyby wypadek skończył się inaczej takich żali było by więcej i obejmowały by większą ilość osób. Być może więc jest to najlepszy czas,  by zmienić swoją otwartość uczuciową i okazywać wdzięczność osobom, które obok nawet tą drobną tą na pozór mało ważną. Może to najlepszy czas by wychodząc z domu brać pod uwagę, że może kiedyś do niego nie wrócę zostawiając niewyjaśnione sytuacje, żale, niedopowiedzenia, brak szczerości w uczuciach…. brak czasu na czułość, dotyk, przytulenia…Może to najlepszy czas, by wraz z nadejściem zmierzchu resetować ustawienia swoich odczuć i wraz z nim przyjmować i dawać zrozumienie, przebaczenie…Może to już czas, by nauczyć się dziękować. Kontynuować życie z pasją i empatią. Kochać ludzi i dawać im serce to które nie mieści mi się w piersi i to które mimo że małe to równie mocno gorące.

Co czujesz?

Zawsze bałam się tego słowa ale teraz czuję wdzięczność. Dziękuję Bogu, że mogłam pozostać z bliskimi, że mogę kontynuować to co zaczęłam – pomagać jak umiem najlepiej. Ale również dziękuję ludziom, którzy ważni byli, są w moim życiu a nigdy nie umiałam im tego powiedzieć wprost. Poniedziałkowy wypadek mógłby zamknąć mi usta raz na zawsze i nie pozwolić na przekazanie tak ważnych informacji więc czekać dłużej nie będę.

Wdzięczność – uczucie będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie zobowiązania moralnego, chęć odwzajemnienia, podziękowania za coś.

Zapytasz i po co to komu?

By odpowiedzieć na to pytanie należy spojrzeć na swoje życie głębiej w kontekście osób, które się w nim pojawiły, płycej zaś w kontekście samodzielnych zmagań i osiągnięć bo i one być mogą wypadkową tajemniczych, pomocnych rąk i życzliwych serc.

Zapytasz jakich rąk ?  przecież sam do wszystkiego doszedłem

Zapewne niektórzy z nas zawdzięczają wszystko co osiągnęli tylko i wyłącznie sobie ale gwarantuje, że wielu takich  bezwiednie skorzystało z pomocnych dłoni, które pomogły bo chciały, które pomogły nieświadomie i tych które pomogły mimo, że nie miały takowego zamiaru. W tych ostatnich przypadkach czasem wystarczyła czyjaś tylko obecność, bliskość i to już był wystarczający zastrzyk pomocowej energii, czasem spojrzenie, czasem dotyk, kilka słów. Trudno sprecyzować ten niematerialny rodzaj pomocy, która jest tą zakotwiczoną w sferach bardziej emocjonalnych, niefizycznych ale równie ważnych i wartościowych. Trudniej ją nazwać bo ni zamknąć w ręku jak złotą monetę, czy przepiękny brylant, ni zobaczyć, ni zmierzyć. Trudniej również uznać takie zasługi bo skradzione, pożyczone często bez świadomości właściciela lub dane przez niego dobrowolnie bez świadomości ważności dla obdarowanego. Kto wie czy za naszymi sukcesami nie kryją się konkretni ludzie, konkretne sprytnie uknute lub przygotowane zdarzenia czy sytuacje.

`

Konkretni ludzie

Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo ważne jest używanie słów proszę, dziękuję przepraszam do czasu kiedy na swojej drodze spotkałam jego. Wydawało mi się a raczej byłam pewna, że nie muszę o nic nikogo prosić, że wszystko mi się należy i za nic dziękować nie powinnam a przeprosiny to ostateczność zupełnie mi obca i totalnie zbędna. Wtedy to ten człowiek uświadomił mi w jak głębokim błędzie tkwię nie próbując  nawet podjąć próby zmiany. Walka z moim przekonaniem trwała bardzo długo i kosztowała  wiele cierpliwości i czasu szkoleniowego. Dziś jestem przekonana że jeśli ktoś nie jest wdzięczny za to co już ma – nigdy nie będzie wdzięczny nawet jeśli będzie miał wszystko bo cały czas będzie chciał mieć więcej i zawsze będzie miał poczucie braku. Nie mogę zwalać winy na to, że nie umiem sobie radzić z brakiem w moim życiu bo to zupełnie błędne tłumaczenie ale faktycznie poczucie braku to chyba najtrudniejsza rzecz z którą przyszło mi walczyć  Dziś mimo, że moja sytuacja uległa zmianie nadal muszę mieć się na baczności bo wiem jak groźną, niszczącą siłą  i wypaczającą rzeczywisty obraz sytuacji jest zapędzanie się w brak i zapominanie o wdzięczności.

Poradzę sobie sama

Ważne jest również to, by nauczyć się jeszcze jednej ważnej rzeczy – otwartości w przyjmowaniu pomocy. Owego czasu, by nie być  zależną od wdzięczności – blokowałam dostęp do siebie. Poradzę sobie – te słowa nie są mi obce. Poradzę sobie bo nie chcę być nikomu za nic wdzięczna – odbierałam to jako zaciągnięty dług, a długi należy spłacać z odsetkami, długi pokazują słabość, nieumiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach.  Błąd, który popełnia wiele samodzielnych kobiet. Padnę na twarz ale dam sobie radę. Nie potrzebuję łaski. A wszystko po to, by nie być nikomu za nic wdzięczną. Setki przepracowanych godzin, tłumaczeń zawsze kończyły się buntem z mojej strony. Uparcie tkwiłam w przekonaniu, że nie chcę zobowiązań i boję się wdzięczności, która wiąże. Dziś patrzę na to inaczej. Wydaje mi się, że to poczucie własnej wartości jest to zagadką, której zabrakło mi niegdyś. Dziś wdzięczność zupełnie inną formę przybiera, dziś nie wiąże jej ze słabością i bezsilnością w chwilach trudnych – czemu? bo czuje się silna. Bo mam ogromny respekt dla życia i jestem bardzo mocno świadoma chwili, świadoma kruchości chwili, kruchości i ulotności życia.

Tym bardziej więc doceniam to co ze mną przepracował,  czego mnie nauczył, co mi pokazał. Wyuczone doświadczenie lub doświadczona nauka. Jak  by nie nazwać jest to moment by docenić, podziękować i przeprosić. Dziękuje więc za Twoją pomoc. Doceniam wszystko co dla mnie zrobiłeś i czego mnie nauczyłeś a co dziś procentuje i jest moją siłą

Wdzięczność za to że jest ktoś do kogo zawsze można się udać- to kolejna osoba tak bardzo ważna w moim życiu. Człowiek, przy którym można śmiać się do łez, płakać do utraty tchu, gadać o wszystkim i o niczym, dostać ciepło i oddać je jeszcze bardziej intensywne, chować się jak w ramionach ucieleśnionego bezpieczeństwa, powierzać mu największe i najbardziej skryte tajemnice.. .Największym szczęściem jest zapożyczanie się u takich ludzi i bycie im wdzięcznym. bo to kolejne szanse, by być blisko nich.  Wdzięczność taka boleć nie powinna, ba wbrew przeciwnie – wdzięczność taka powinna nieść radość i szczęście. I niesie. Bardzo żałuję że nie mogę powiedzieć całemu światu imienia – bo nie mam prawa tego zrobić ale zapewniam – istnieją ludzie którym dziękuję i dziękować będę przez resztę życia nie tylko za to że są ale też za to że są właśnie tak- nie w centrum, nie na świeczniu. W cieniu ale gotowi. Dziękuję ci

Wdzięczność za życie otrzymane od rodziców – najlepszych na świecie, którzy zrobili wszystko co w ich mocy by dać mi podstawy i możliwości.Wdzięczność dla taty, który swoją empatią i na jej podstawie zbudował moją ogromną siłę i chęć zmieniania świata.  Wdzięczność dla chłopców, którzy dali i dają czystą radość, czystą miłość. Dziś kiedy w wyobraźni widzę mojego najmłodszego syna, który biegnie poboczem kilka kilometrów, by dobiec do mnie na czas po wypadku,  kiedy we wspomnieniach widzę  najstarszego syna, który trzyma mnie za rękę po wybudzeniu ze znieczulenia w szpitalu w momencie walki z chorobą, kiedy przypominam sobie trudne chwile kiedy to średni syn pyta czego mi potrzeba  bo on zarobi pieniądze i zapewni mi to co będzie potrzebne. Dziś kiedy widzę ich empatię ich działania, ich postawy i podejście do ludzi, dziś jestem z nich dumna ale i wdzięczna za to że zechcieli słuchać, uczyć się i wyciągać wnioski. Dziś jestem im wdzięczna za to, że są że dają mi szczęście w każdej minucie życia.

Zapytasz czy ten wypadek zmienił coś w twoim życiu

Tak w życiu człowieka są chwile bardzo trudne nie zależne od niczego i nikogo, przypadkowe, losowe. Nie chcę powiedzieć, że muszą być by zmienić nasze nastawienie, zmusić do myślenia, zmian ale jeśli są to należy wyciągnąć z nich wnioski. Jestem pewna, że wszystko w naszym życiu jest po coś dlatego dziś jestem przekonana, że droga którą wybrałam jest tą właściwą – najwłaściwszą. Jestem przekonana, że muszę dzielić się sercem, że moja terapia zajęciowa to najlepszy sposób na  obdarowywanie ciepłem, empatią tych którzy najbardziej tego potrzebują. To moja misja.  Dziś jestem utwierdzona w przekonaniu i że nic i nikt nie zabije we mnie pasji, nikt i nic mnie nie zatrzyma, że mam w sobie tyle sił że pokonam wszystko. Dostałam kolejną szansę, by żyć jeszcze bardziej jeszcze intensywniej, robić co kocham i kochać to co robię, otwierać się okazywać uczucia, być wdzięczną, dziękować, prosić o pomoc i w miarę możliwości korzystać z życia. Biblia mówi by nie zachodziło słońce nad twoim gniewem. Nie rozumiałam tego do dziś. Gdybym odeszła nagle, szybko, niespodziewanie – zostawiłabym również niedomówienia czy złość, czyli ciężar. A tego bym nie chciała. Więc to również coś co zmienić muszę.  Mam zwolnić lekarze są jednomyślni więc posłuchać należy – będę również odpoczywać.

Nie ma już mojej kochanej pacjentki, nie mogłam przy niej być jak odchodziła ale mam różaniec, mam coś co podarowała mi za okazane serce – z ogromną wdzięcznością darowała mi ochronę. Jestem pewna, że duchem była gdzieś obok mnie czułam, że nie jestem sama, że mam pomoc z zewnątrz. Bałam się ale czułam, że wszystko będzie dobrze. Teraz już się nie boję. Muszę pracować nad tym na co nie zwracałam tak bacznej uwagi z racji braku czasu i dostarczającej wiedzy o kruchości życia.

Dodaj komentarz