Czy zraniona część mnie może niszczyć i jak się przed tym bronić | Zdrowie Dla Niej

Czy zraniona część mnie może niszczyć i jak się przed tym bronić

stockholm

W ostatnim wpisie wspomniałam o nastawieniu, które  rodzi emocje i które ma ogromny wpływ na kreowanie naszej przyszłości, o faktach i prawdzie, które powstrzymać mogą lub dodać sił w dążeniu do celu. Dziś chcę powiedzieć o czymś co w moim przypadku mimo, że urodzone z negatywnych emocji stało się dla mnie ogromną siłą i lekarstwem na zranioną część mnie. To zagadkowe coś, pieszczotliwie nazwałam ” potworem na przekór„. Otóż mój „potwór na przekór” nie powstał bez przyczyny. Mam wrażenie, że stworzyłam go na swoje potrzeby jedynie po to, by mieć w sobie szufladkę z moim buntem, który jest niezbędny, by walczyć ze stagnacją, bezruchem, złymi podszeptami otoczenia, strachem przed nowym i nieznanym, wycofaniem, krytykanctwem i całą masą złych emocji. Jeśli jest taki wielostronnie uzdolniony znaczy to jedynie tyle, że jest nieodzowny ba dziś jestem przekonana, że najskuteczniejszy wśród wszystkich naturalnych osobistych motywatorów. Ale to nie wszystko – mój potwór na przekór” stanowi również rodzaj odstraszacza dla nie upoważnionych i najbardziej skuteczne lekarstwo na syndrom wyuczonej bezradności.

Zapytasz kim jest ten osobnik i jak powstał?

By to wyjaśnić muszę wrócić się do czasów niemal zamierzchłych. Całe moje dzieciństwo było bardzo skromne, mieszkaliśmy w jednym maleńkim mieszkanku, gdzie jedynym udogodnieniem był prąd – inne wygody były poza naszym zasięgiem. Rodzice budowali dom więc marzyliśmy, by jak najszybciej się do niego wyprowadzić – i to było dla nas motorem do działania i osłodą biednej rzeczywistości. Skromne życie nie było jedynym trudnym elementem naszego funkcjonowania. Tym jeszcze trudniejszym był alkohol w życiu mojego taty, który był bardzo dobrym i wrażliwym facetem. Wrażliwość na biedę, niesprawiedliwość, ustrój….. była dla niego przekleństwem, o którym zapominał, kiedy na zastanawianie się nad złem całego świata nie miał już siły albo jasności umysłu. Tu właśnie zrodził się mój „potwór na przekór” Jako, że skromnie ubrana mała dziewczynka widziała jak żyją inni i jak traktują biedniejszych od siebie i na własnej skórze odczuwała skutki swoich mniejszości, braków to  tym bardziej budowała „na przekór” i wzmacniała go jak tylko umiała.  „Na przekór” rozwijał się bardzo błyskawicznie i skutecznie i co ważne do dziś jest pozytywnym elementem życia i przyjacielem. Dzięki niemu nigdy nie stałam się totalną ofiarą swojego losu, dzięki niemu syndrom wyuczonej bezradności mimo, że pukał do moich drzwi to nigdy nie staranował mojego życia.

Syndrom wyuczonej bezradności?

Przeciwieństwem i zajadłym wrogiem mojego potwora jest syndrom wyuczonej bezradności. Syndrom ten rodzi się w momencie, w którym wewnętrzny człowiek ten zraniony zbroi się i nabiera sił do walki nie o część ale całe życie człowieka, bo zachłanny jest ogromnie i żarłoczny. Jeśli osiągnie dojrzałość zaczyna rządzić działaniem i wymusza ruch lub bezruch na własnych zasadach. Kiedy słyszę młodych ludzi, którzy mówią, że nie dojdą do niczego dobrego, niczego nie osiągną, nie dostaną dobrej pracy, nie będą mieli dobrego związku, nie zasługują na szczęście nie…. nie…. nie….bo pochodzą z rodziny patologicznej, biednej, zastygmatyzowanej, naznaczonej, bo wszyscy mówią, że słabi, bezsilni, i do niczego się nie nadają ….. co to oznacza – jedynie tyle, że zraniony człowiek w ich ciałach wygrał bitwę. Oczywiście nie oznacza to wygranej wojny ale bitwę i owszem wygrał bez większego trudu, nie oznacza to że obrona śpi snem śmiertelnym i nic już nie da się zrobić, bo obrona się zdrzemnęła na chwil kilka i zacząć działać może jeszcze szybciej i jeszcze skuteczniej jeśli… Jeśli tylko zechce zmian, jeśli nie przyzwyczaiła się do stanu rzeczy, jeśli uzna że warto i sił starczy, jeśli znajdzie w sobie skuteczne lekarstwo. To ostatni dzwonek by wzbudzić w sobie lub stworzyć groźnego „potwora na przekór”

Czy pochodzenie i wcześniejsze doświadczenia są wyznacznikiem przyszłości?

Bzdura totalna – Nie zgodzę się z tym nigdy. Pochodzenie ni wcześniejsze doświadczenia nigdy nie stanowią, bo stanowić nie mogą o przyszłości człowieka. Chyba, że sami na to pozwolimy. To że jestem córką człowieka, który pił nie znaczy, że sama mam pić !!!!!jeśli byłam wychowana skromnie to nie znaczy, że mam żyć tak dalej i nie próbować tego zmienić. Prawdą jest, że przyzwyczajone otoczenie woli widzieć, śledzić  sytuację z poziomu początkowego i zawsze będzie patrzeć przez pryzmat biedy  i alkoholu ale to ich problem. I tu natychmiast włącza się mój kochany „na przekór” to że środowisko oczekuje od nas konsekwencji „bo skoro urodziłaś się biednie to w biedzie masz umrzeć”- to sprawia że mój osobisty potwór pokazuje ostre zęby. A jeśli zaczyna się udawać, składać do kupy, kiedy zaczniesz wyrywać się z ograniczeń to dostajesz informacje, że na pewno nie dorabiasz się uczciwie a tak w ogóle to i tak nie dasz rady. Więc albo kradniesz albo dostajesz coś za coś…..w takiej sytuacji mój osobisty potwór pokazuje nie tylko zęby ale goły tyłek i natychmiast daje kopniaka do tym większej mobilizacji sił, by pracować nawet ponad własne moce przerobowe i pokazać środowisku i sobie samej, że można  mimo wszystko. Mój”na przekór” powstał bo ja tego chciałam – wymyśliłam go w momencie buntu, w chwili trudnej tylko po to, by nie dopuścić do uzbrojenia mojego wewnętrznego zranionego Ja. Czułam  negatywną siłę mojego ja i wiedziałam, że nie mam prawa dopuścić by skrzywdzenie pokierowało moim życiem. Czułam jego oddech i bliskość więc tym bardziej  zasilałam swojego na przekór. Miałam tysiące sytuacji, w których moje skrzywdzenie bombardowało moje życie przy każdej okazji nawet błahej sprawie wyłaziło wszystkimi porami skóry, niszczyło poczucie mojej wartości ściągało za nogi na samo dno. Do dziś – ba każdego dnia walczę z tym kimś w moim środku. Nie do wiary jaki silny jest ten człowiek – wtłacza do głowy złe wspomnienia, nie pozwala o nich zapomnieć, odtwarza filmy, dopasowuje ludzi sytuacje, dobiera sobie zespół i uderza bardzo precyzyjnie tam gdzie w danym momencie najsłabiej. Inteligentna bestia. Przez lata przebywania z nią w jednym ciele nauczyłam się przewidywać jej ruchy rozpoznawać środki, metody….W momencie kiedy wymknie się gdzieś spod kontroli włączam moje lekarstwo „na przekór”

Kiedy zaczęłam zmiany w moim życiu- mój wewnętrzny człowiek pokazał mi środkowy paluszek- A właśnie nic z tego nie będzie – jesteś słaba i chora i nie dasz rady zapanować nad swoim zdrowiem – He He He!!!!! bo nigdy nie byłaś silna, bo……. bo – i tu padło tysiące argumentów z dzieciństwa, młodości. I wiecie co byłam za słaba, by walczyć z nim sama – wtedy przyszedł „na przekór” Poprzestawiał moje priorytety, zmienił nastawienie , dodał sił. Jak?

Bardzo prosto- A właśnie, że nie jestem słaba – w mgnieniu oka pojawiły się kontr argumenty dużo silniejsze i skuteczniejsze, będę żyła – mało tego będę szczęśliwa, spełnię swoje marzenia, wychowam dzieci, będę się bawić na cudownych weselach swoich synów i będę bawić wnuków……już nigdy nie będę słaba- nie dam satysfakcji ni swojemu złemu Ja, ani otoczeniu które podgląda i nasłuchuje ba czeka na potknięcie bo żyje sensacją.

Idąc tym śladem – stworzyłam swoją Firmę – moje marzenie. I co mój wewnętrzny człowiek krzyczał nie – nie dasz rady, nie utrzymasz, ludzie cię zjedzą , umrzesz finansowo, trzeba być silnym a ty jesteś słaba, siedź na tyłku nie szukaj bo nabijesz sobie guza, znikąd nie dostaniesz pomocy, zrobiłaś już wszystko na swoim poziomie nic więcej ci się nie należy, bida z nędzą nigdy do niczego nie dojdzie…. tym razem to ja pierwsza pokazałam paluszek, wyprzedziłam działania mojego skrzywdzonego Ja- nie jestem słaba dam radę – czy zrobiłam to sama? – nie zrobiłam to przy pomocy na przekór. Jak?

Bardzo prosto robiłam wszystko wierząc w powodzenie i słuszność sprawy. Dziękowałam Bogu za najdrobniejszy sukces, byłam dumna z siebie, miałam w nosie i nadal mam to co powiedzą ludzie i na jakim poziomie umiejscowili mnie przed laty. Jak brakowało sił śpiewałam, jak złośliwość ludzka napierała tańczyłam, jak chciano pokazać mi moje miejsce w szeregu klepałam się w pupę w  charakterystyczny i bardzo jednoznaczny sposób.  Bo dzisiejszy poziom to mój poziom i nie jest to słowo ostateczne – mój na przekór  jest dziś dużo silniejszy niż skrzywdzone ja. Mało tego Mój”na przekór”  stał się partnerem  nie kierującym moim życiem ale pomocnikiem uruchamianym na moich zasadach i wedle moich potrzeb. Nie jestem psychologiem i nie mam pojęcia jak nazwano  by to co dodaje mi sił – wiem, że powstało z mojego buntu i rozwija się zgodnie z moimi potrzebami. Wiem również, że jest na tyle silne, by kontrolować mój środek – nie dopuszczać do powstania czegoś co się nazywa syndrom wyuczonej bezradności, czy nawet syndrom ofiary. Jest na tyle silne, by wygrywać i pomagać w osiąganiu celów a na tyle bezpieczne że żyje pod moją całkowitą kontrolą.

Co gdyby wymknęło się spod kontroli

To mogło by być dość groźne i skutkować jakąś wrogością, odizolowaniem,  działaniem na oślep- to byłaby skrajność więc nie dopuszczam do siebie tej myśli. Na przekór został nazwany przeze mnie „potworem na przekór” by podkreślić  jego działanie ale i zasygnalizować jego władzę i konieczność utrzymywania odpowiedniego respektu dla jego siły.

Co jeśli nie było by na przekór

Nawet nie chcę sobie wyobrażać. Syndrom wyuczonej bezradności totalnie upośledza człowieka, jego odbiór siebie i całego otoczenia. Widzi się i rzeczy, które pokazuje wewnętrzny człowiek, słyszy jedynie jego podszepty, odpowiada na jego sugestie i działa pod jego dyktando. Totalne ubezwłasnowolnienie. Całe zło z przeszłości jest priorytetem i zawiaduje przyszłością pieczołowicie przywołując bolesną przeszłość. I to nie tylko w ważnych sprawach życia ale większości wszystkich spraw nawet tych błahych.

Co jeśli nie mamy własnego”na przekór” i zranione Ja wygrywa?

Najgorsze, najbardziej niebezpieczne jest stworzenie w syndromie namiastki bezpiecznego pozornie domu, oazy do której się ucieka, by wytłumaczyć swoją bezczynność a czasem zwykłe lenistwo. Skrzywdzonego wewnętrznego siebie uposaża się wtedy w broń biologiczną, na którą nie ma  zewnętrznego antidotum i daje mu się pozwolenie na notoryczne wymówki, usprawiedliwianie jego podstępnych posunięć. Broń ta zawłaszcza kreatywność i chęci jeśli chodzi o wprowadzanie zmian i jakiekolwiek działanie a ukradzioną  kreatywność wykorzystuje do wytłumaczenia bezsilności i stagnacji.

Kiedy człowiek odpowiada po co mam szukać pracy jak i tak jej nie dostanę. po co mam się starć jak i tak wyjdzie jak zawsze, po co mam szukać zmian jak i tak nic z tego nie wyjdzie, po co mam kochać jak i tak mnie zrani i zostawi, to zawsze musi przytrafić się mnie, po co walczyć o człowieczeństwo jak i tak widzą mnie  jako zupełne dno……. i na dodatek w to wierzy to jest sygnał, który ewidentnie potwierdza przewagę skrzywdzonego człowieka i zaprzyjaźnienie się z nim, pogodzenie z jego zasadami, podporządkowanie się jego zasadom.  Odnalezienie wytłumaczenia swojego stanu posługując się poprzednimi zranieniami jest tylko potwierdzeniem tej przyjaźni i poddaństwa. Gdyby kreatywność wykorzystaną do wytłumaczenia się z braku chęci do działania zamienić na kreatywność w działaniu większość osób osiągnęłoby swoje cele.

Czy stworzenie na przekór jest skuteczne?

Tak w moim przypadku jest – i działa. Trzeba jedynie mocno uczepić się życia i pragnienia szczęścia. Trzeba wierzyć w to, że wszystko co najlepsze należy się każdemu z nas, którzy chcą i działają bez względu na pochodzenie czy wcześniejsze doświadczenia. Trzeba wyczuć moment, kiedy nasze wewnętrzne zranione ja bierze górę i wtedy stworzyć swojego własnego na przekór. Trzeba pamiętać, że nasze wcześniejsze doświadczenia i te dobre i te złe, nasze pochodzenie, trudności niezałatwione sprawy to nie śmiertelna trucizna, która zabija a jedynie szczepionka, która uodparnia i przygotowuje na obronę mimo, że w jej skład wchodzą wszystkie obawy zbierane przez całe nasze życie. Pamiętajmy – my z nie najlepszym startem mamy uposażenie trudne ale bezcenne, mamy bagaż ale i doświadczenia, wiemy jak boli bieda, upodlenie, poniżanie czy alkohol w domu, odczuwaliśmy i uczyliśmy się odporności. Ci, którym dano cieplarniane warunki  nie mają o tym pojęcia, nigdy nie zaszczepiono ich szczepionką trudności. W zderzeniu z rzeczywistością mają paradoksalnie trudniej. Nasze doświadczenia to nasze bogactwo w połączeniu z buntem na przekór prowadzi do jednego – wygranej.

 

 

 

Dodaj komentarz