Czy zmiany w życiu są potrzebne?czemu boimy się zmian?

Nowy rok 2013 przywitany z otwartym sercem, pełną głową pomysłów i marzeń zastąpił rok, który w moim życiu był rokiem dużych zmian. Czy zmiany to coś czego powinniśmy się bać?

Zazwyczaj jest tak, że w momencie, kiedy pracujemy nad zmianą, dążymy do niej, upatrujemy w niej potrzebę , widzimy cel np.zmiana w swoim podejściu do życia to jesteśmy częściowo świadomi i częściowo gotowi na jej przybycie, więc w taki czy inny sposób gotowi na konsekwencje z nią związane. Jakże inaczej  jest, kiedy zmiana wymuszona jest przez środowisko, sytuacje i nie jest naszą własną tylko narzuconą i obrendowaną skutkiem, do którego nie jesteśmy zupełnie przygotowani np. zmiana pracy,zmiana stanowiska… O ile w pierwszym przypadku możemy mówić o niepewności i obawach, które są naturalne a ich siła dostosowana jest do chęci zmiany, na tyle zaskoczenie i strach w drugim przypadku działa jak totalna blokada umocniona potężnym buntem, poczuciem niesprawiedliwości.

czemu boimy się zmian, czym jest spokojnik”?

Każdy z nas szuka bezpiecznego miejsca azylu, w którym nikt  nic nie zdoła nas skrzywdzić, w którym nie dosięgnie ni ból ni rozczarowanie. Gdziekolwiek byśmy nie byli w jakiejkolwiek byśmy się znaleźli się sytuacji to miejsce jest dla nas ważne bezpieczne i nasze. Gdy pojawia się zmiana to miejsce nie pozostaje takie samo lub całkowicie ulega zniszczeniu i należy się liczyć z ponownym wysiłkiem związanym z koleją, mozolną odbudową Czy wobec tego nasz „spokojnik” właśnie przez zasiedzenie jest tym miejscem, które ogranicza nam ruch, blokuje decyzje i ogranicza rozwój. W moim przypadku to właśnie on to jeden z powodów, przez które zawsze bałam się zmian, mój „spokojnik „pieczołowicie budowany przez określony czas osiągał dojrzałość i zakorzeniony głęboko dawał czarodziejskie miejsce gdzie przez chwil kilka czułam się bezpiecznie. Za każdym razem, przy okazji każdej swojej ucieczki do tego miejsca ono pozwalało mi przycupnąć, zapuścić korzenie, osiąść na danym poziomie, przyćmić chęci i możliwości. Wyrwanie się z tego miejsca było bardzo trudne, bo wymagało wysiłku, wiary w siebie, odwagi i tego wszystkiego co zostało przyćmione uśpione. Gdy pojawił się agresor sprawa wyglądała zgoła inaczej –  jakiś zewnętrzny czynnik błyskawicznie wyrzuca nas ze „spokojnika” i nakazuje zmiany, zmusza do działania  – a wtedy strach, ból , poczucie rozbicia, niesprawiedliwości i panika. To nic takiego to tylko zmiana czemu tak bardzo  boimy się wyjść ze spokojnika?

Powiesz takie miejsce jest nam potrzebne, czemu boimy się go opuszczać?

Oczywiście jest nawet konieczne ale trzeba też potrafić go udoskonalać, unowocześniać a w miarę konieczności opuszczać bez złych emocji i strachu. Człowiek z natury pragnie poczucia bezpieczeństwa tym bardziej im bardziej narażony jest na stres, walkę i bieg w swoim życiu. Ktoś kiedyś powiedział

nie płaczę kiedy brak mi sił, płaczę wtedy jak silna musiałam być zbyt długo.

Myślę że im bardziej, im dłużej jesteśmy zmuszani do zmian przez sytuacje, im więcej tych sytuacji wyrywa nas z z naszej bezpiecznej stagnacji tym bardziej boimy się opuszczać nasz „spokojnik” tym bardziej pragniemy bezpieczeństwa i tym bardziej boimy się zmian.

Gdy już zdołamy się zasiedzieć, ogrzać cieplutkie miejsce, przycupnąć to po co nam zmiany. Jeśli zrobimy ruch powalczymy o coś więcej, ruszymy się z miejsca spowodujemy chaos, coś trzeba będzie zrobić, coś budować, starać się, uczyć, ciężko pracować, poznawać nowych ludzi, szukać rozwiązań a co najważniejsze budować „spokojnik” na nowo.

ale czy „spokojnik” zapewni nam szczęście?

Myślę że nie, „spokojnik” zapewnia nam dystans, częściowy spokój, bezpieczne przycupnięcie ale zbyt mocno dystansuje od świata, pozwala osiąść i przeszkadza w rozwoju i chceniu czegoś więcej a przecież chcieć powinniśmy stale. Chcieć i dążyć, wyznaczać cele i do nich docierać. Ale w momencie kiedy zmodyfikujemy jego wersje i będąc azylem nie będzie klatką może stać się  dla nas ważnym i szczęśliwym rozwiązaniem.

Ale jak to zrobić?

Jakiś czas temu byłam na szkoleniu, na którym pracowaliśmy w zespołach. Poznaliśmy się polubiliśmy i pracowaliśmy bardzo efektywnie, na drugi dzień jednak prowadzący zarządził zmianę małą roszadę w zespołach. Konsternacja, niepokój a nawet strach i wszechobecny dyskomfort czemu – przecież ledwie znałam tych ludzi. Prowadzący wyjaśnił mi że zmiana była taktyczna byśmy dostrzegli jak szybko i skutecznie znajdujemy sobie bezpieczne miejsce i jak trudno jest z niego zrezygnować i ponownie  je odbudowywać. Od tamtej pory na zmiany w moim życiu patrzę inaczej nie jako na karę a jako na szansę.

Zmiany w każdej dziedzinie życia są niewiadomą dlatego też wywołują wątpliwości i niepokój. Nie wiemy czy damy radę, nie wiemy czy zmiany wyjdą nam na dobre czy przyniosą porażkę, czy ogromny sukces.

Aby skutecznie dokonać zmian musimy mieć silną wolę, musimy mieć motywację, chęci siłę i dobrych ludzi wokół siebie, by w momencie zwątpienia mogli wesprzeć radą, dobrym słowem, pomysłem, ciepłem, uczuciem, musimy również zmodyfikować bezpieczne miejsca, by odkleić się od przystani i wyruszać coraz to dalej w morze życia.

Wszystkim moim dobrym ludziom, którzy wokół mnie  –  serdecznie dziękuję. I tym, którzy pomogli mi w zmianach i tym którzy wytrwali przy mnie w chorobie i tym którzy są przy mnie i zmieniają mój świat.

Jestem wdzięczna za motywację i marzenia , które nie pozwalają mi pozostać w miejscu.

Jestem wdzięczna za nauczkę, która pokazała mi inną drogę życia tę zdrowszą spokojniejszą, bezpieczniejszą.

Jestem wdzięczna za chęci i siłę do walki, upór i odwagę.

Chcę zmian nawet za cenę wychodzenia ze „spokojnika” by ostatecznie zbudować dom, być szczęśliwą , mieć zaufanie , kochać i być kochaną

To wszystko już niebawem jestem tego pewna

Dodaj komentarz